Zaloguj się używając facebooka

Instytucja Kościoła

Wróć RSS
Kościół katolicki to instytucja wzbudzająca kontrowersje. Przeciwnicy wytykają dążenie do władzy, nieomylność papieża, zmiany Pisma Świętego (które wg hierarchów kościelnych jest pismem danym nam od Boga), inkwizycja, księgi zakazane, bogactwo i przepych w świątyniach, pedofilia wśród kapłanów.
Nie można jednak nie zauważyć, że Kościół organizuje pomoc humanitarną dla rejonów świata dotkniętych klęskami głodu czy pogodowymi, a także stara się pomagać ludziom, których życie potoczyło się złym torem.
Co sądzicie na ten temat? Czy Kościół w Waszej opinii jest organizacją pozytywną czy negatywną?
#1 probablyunknown 9 sierpnia 2011 19:55
Może nie widzą, bo jednak Kościół, mimo licznych wypaczeń, miał także IMO trochę swoich zalet. Prawda, walczył o polityczną dominację nad władzą świecką, ale w skuteczny sposób powstrzymywał samowolkę barbarzyńskich, bądź co bądź, władców. Nawet, te opłakiwane krucjaty, zatrzymały dalsze grabieże między hrabstwami w Europie i skierowały siły przeciw władcom, którzy nie byli "prześladowanymi muzułmanami" a rywalizującymi o władzę i teren rywalami. Oczywiście były paskudztwa, ale uważam, iż bez Kościoła byłoby kiedyś ciężej niż z nim.
PS Nie atakować po wierze, jestem ateistą. ;)
#2 KapiX 9 sierpnia 2011 20:42
"Wierzący-praktykujący" może oznaczać wiele rzeczy. Czy wierzącym-praktykującym nazwiesz 15-latka, który chodzi do kościoła, bo mu rodzice każą ("póki jesteś na moim garnuszku, obowiązują cię moje zasady")? Czy wierzącym-praktykującym nazwiesz osobę, która chodzi do kościoła "by spotkać się z ludźmi" (nie pytajcie czyja to argumentacja)? Czy wierzący-praktykujący to ktoś, kto chodzi do kościoła, żeby się pokazać? Sądzę, że tacy ludzie stanowią większość tej wspólnoty, a zatem nie interesuje ich sam Kościół czy jego historia. Fakt należenia do organizacji o takiej historii też im nie przeszkadza, bo przecież zawsze mogą powiedzieć "on też jest katolikiem, to dlaczego jego się nie czepisz?"
#3 probablyunknown 9 sierpnia 2011 20:59
Pewnie, że tacy ludzie to większość każdej religii. Jednak na ogół, większa część wierzących zwykle jest mocno wątpiąca, ewentualnie zwyczajnie nie zainteresowana zbytnio poszukiwaniem sensu życia. Dla nich to wygodne mówić, że wierzą - lepiej być z większością, niż z mniejszością, nie? Może nawrócą się pod koniec życia, może jakieś wydarzenie zmieni ich postrzeganie świata, ale raczej "kładą na to lachę". Nie ma w tym nic szkodliwego - jak ktoś nie ma charakteru, kościół mu nie zaszkodzi.
Gorzej jak kler wtrąca się, w szczególności dzisiaj, gdy już właściwie mało komu jest potrzebny, dyktując dyskryminację homoseksualistów lub ludzi o takich a takich poglądach politycznych... przyzwolenie publiczne na szykany, to powinno być zabronione, ale Kościół, co przykre ze względu na swe "boskie pochodzenie", nie jest instytucją do skrytykowania. Z takimi kaznodziejami nawet bierna wiara szkodzi.
#4 KapiX 9 sierpnia 2011 21:28
Cytat - probablyunknown napisał(a)
Pewnie, że tacy ludzie to większość każdej religii.

Nie zgodzę się. Taka większość jest w katolicyzmie ze względu na chrzczenie niemowląt (też nie wiadomo skąd to się wzięło). Myślę, że w wypadku religii, w których ludzie sami, świadomie zdecydowali się na uczestnictwo we wspólnocie, "kładący lachę" to zdecydowana mniejszość.
#5 probablyunknown 9 sierpnia 2011 21:34
Muzułmanie, są na etapie, w którym narzucają wiarę a odstępstwa od niej mogą być często tragiczne. Hinduizm, np. jest mocno zakorzeniony w orientalnej kulturze. Trudno powiedzieć o religii, w której większość jest zaangażowana, bo religia opiera się na większości. No może, niszowe sekty.
#6 zim_ek 9 sierpnia 2011 21:38
@KapiX ale religie głównie zbierają wyznawców na zasadzie że rodzina wierzy to i Ty, czy dany region to i Ty. Może jestem niedoinformowany, aczkolwiek wątpię żeby istniało zgrupowanie zawierające większość tych 'świadomie przyjętych', moim zdaniem ludzie idą bo idą inni, z tłumem. A mało kto się bardziej zainteresuje 'o co w tym wszystkim chodzi'.
#7 KapiX 9 sierpnia 2011 21:46
Może i macie rację, chociaż ja odniosłem wrażenie, że przykładowo Świadkowie Jehowy o swojej wierze wiedzą sporo. Stąd wniosek, że wierni tych mniej popularnych religii wiedzą o nich dużo więcej niż przeciętny katolik o swojej.
#8 AvoidTheVoid 9 sierpnia 2011 21:48
Pomijając fakt, że terminy "wierzący-praktykujący" i "wierzący-niepraktykujący" zostały wprowadzone przez sam kościół, to zgadzam się z KapiX'em, że tych drugich jest rzeczywiście bardzo duży procent w społeczeństwie katolików(IMHO głównie w Polsce, gdzie indziej to nie ma takiego "stopnia lansu"). Jedynym plusem, jaki ja sam stwierdzam w instytucji kościoła, jest utrzymywanie w ryzach poczucia moralności i pewnych zasad i zachowań społecznych. Wiadomo, wyjątki są zawsze. Co do udzielania rozgrzeszeń, dawania rad i świecenia przykładem nie rzadko przez bardziej grzesznych kleryków i pouczania w kwestiach seksualnych(skąd taki młody pan z seminarium wie cokolwiek o tym, szczególnie, że czystość ma zachowywać cały czas) i rodzinnych, to nie będę się wypowiadać, by nie zrazić nikogo. Poza tym chciałbym się przywitać ; ) : Witam!
#9 Vel 9 sierpnia 2011 22:08
Panowie, ja rozumie że dla Polaka chrzescijanin= katolik, i rozumie że przez pryzmat KK oceniamy nurt chrzescijanski w ogole...

Jaki Kosciół Rzymski jest każdy z nas widzi : ), ale to nie zmienia faktu że chrzescijanstwo to troszke inna rzecz niż coniedzielne chodzenie do koscioła : p! ba! to nawet inna rzecz niż przeprowadzanie babć przez ulice, modlitwy, święta, posty etc. : ) !
Żeby sobie odpowiedzieć czym jest chrzescijanastwo, trzeba ogarnąc nauki Chrystusa, który cały ten biznes założył. Gdzie można poznać prawdziwą definicje chrzescijanstwa? Ofc w Biblii! :) Do lektury której zapraszam!
#10 AvoidTheVoid 9 sierpnia 2011 22:34
Niestety drogi Velu, możesz mnie uznać za niepoprawnego krytyka, albo mogę wzbudzić kontrowersję, ale nie sądzę, żeby biblia w obecnym stanie była wiarygodnym źródłem. Mogę to poprzeć choćby prostym przykładem : Opisz mi dowolną sytuację sprzed 200 lat (bo według źródeł właśnie 200 lat później po mniemanym "pobycie Chrystusa na Ziemi" spisano biblię). W tamtych czasach to były conajmniej 3-4 pokolenia. Pomijam fakt, że w średniowieczu mistycy przepisujący księgi będąc pod wpływem "łącznika z niebiosami", dziś lepiej znanymi jako dopalacze itp., nie omieszkali podczas tłumaczenia z innego języka przeinaczyć troszkę słów, czy nawet sensu zdań. Na pewno zgodzę się z faktem, że chrześcijaństwo w Polsce jest równoznaczne z katolicyzmem, co oczywiście jest bzdurą, ale o ile się nie mylę to większość odłamów chrześcijańskich uznaje zwierzchnictwo papieża, a co za tym idzie "Kościoła Rzymskiego". Nie chciałbym jednak bezpośrednio negować istnienia 2000 lat wcześniej Chrystusa, nie tylko ze względów kultury(wiem, że mogłoby Cię to urazić), ani faktu, że do dnia dzisiejszego zachowało się więcej autentycznych dowodów na istnienie Mahometa czy Buddy ( i są oni nam bliżej w czasie), ale z tego powodu, że każda religia zakłada istnienie jakiejś wyższej, nieodgadnionej, niedostępnej wartości,energii czy istoty. To, że kościół zrobił na tym świetny biznes to ich przebiegłość. Stworzenie watahy wiernych, którzy jeśli "nie widzą, a wierzą" będą się starali odrzucać wszystkie próby konwersacji na ten temat, byleby nie "zwątpić" i nie zacząć żądać dowodów co byłoby równoznaczne z brakiem wiary.
1 2 3 >