Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, że Boga nie ma - ale nie potrafię też powiedzieć, że jest. No i, dlaczego jest nowotestamentowy czy starotestamentowy. Albo taki jak mówią muzułumanie. Albo starożytni Grecy. Jak mam uwierzyć, że tekst sprzed takiego czasu jest tym jedynym? A tym bardziej - jakim cudem mam przyjąć to dlatego, że mówi to specjalista od odczytywania tego tekstu, jak wszyscy wiemy, wyjątkowo tendencyjny i wrogi odkryciom naukowym (ergo też historycznym). Ja po prostu tego nie mogę kupić.

Wiara zaś w sam boski porządek - może coś takiego jest, ale nie wiem jak się wobec tego zachować. Jeśli sądzi moje czyny, mam nadzieję, że nic mi się nie stanie - bo nie znając reguł gry mogę mieć tylko nadzieję. Jeśli okaże się, że moje istnienie było tylko przypadkiem, spokojnie, potrafię przyjąć informację, iż jestem tylko kupą mięsa. Nie kupuję argumentu gości, którzy mówią - a te piękne uczucia, chwile, one są bezcelowe? Jakby zapominali, że sikamy, robimy kupkę, kupujemy bułeczki w sklepie. Życie to mnóstwo bezsensu a Bóg nie wprowadza według mnie do tego wielkiego wyjaśnienia.

Jednak rozumiem, że kogoś może to uspokajać, że uwierzy w życie wieczne. Jego wola - każdy sam sobie interpretuje i zniekształca świat na własny sposób.